Amarantus

Jego historia zaczęła się już ponad 5000 lat temu. Stanowił podstawę diety Inków, Azteków i Majów. Indianie uprawiali go na szeroką skalę, wykorzystując do wypieków, wyrabiania napojów i przypraw. Miał symboliczną naturę, w czasach pokoju dodawano do niego miód, by zaznaczyć dobrobyt, natomiast podczas wojny wzbogacany był przez krew jeńców, co miało dodawać męskości wojownikom. Te praktyki wykreśliły go na kilka wieków z historii świata, ponieważ w czasie wielkich inkwizycji kojarzony był z pogaństwem. Na nowo odkryty został przez pewnego europejskiego mnicha.

Mowa o amarantusie – zbożu XXI wieku, który de facto zbożem nie jest.
AmarantusZdjęcie z wikipedii

Amarantus zawiera ogromne pokłady żelaza, ma go nawet do pięciu razy więcej niż szpinak. Dzięki czemu świetnie sprawdza się podczas uzupełniania niedoborów tego ważne składnika w naszej diecie oraz walki z anemią. Jest również świetnym źródłem białka, co ważne, o wiele lepiej przyswajalnego niż to zawarte w mleku czy soi. Jedną z jego niewątpliwych zalet jest to, że nie zawiera glutenu, dlatego też może być spożywany przez osoby uczulone na niego.

Obecnie szarłat, bo tak również nazywany jest amarantus, jest uprawiany prawie w każdej części świata, od Ameryki, przez Azję, po Afrykę. Jego uprawy możemy również spotkać w Polsce, głównie na Lubelszczyźnie.

Co może wydawać się śmieszne, amarantus właściwie jest chwastem, przyjęło się nazywać go pseudo zbożem, bo według klasyfikacji botanicznej, zbożem nie jest. Szarłat uprawiany jest głownie dla jego nasion, które są jasnobrązowe i nieco większe od maku. Jego uprawy bardzo pozytywnie wpływają na ekosystem, ponieważ roślina ta pochłania nawet dwukrotnie więcej dwutlenku węgla od innych roślin.

W Polsce amarantus możemy spotkać pod kilkoma postaciami. Do najpopularniejszych należy mąka, nasiona i tak zwany popping, czyli prażone ziarna szarłatu (coś, co przypominać może popcorn). Mąka amarantusowa świetnie sprawdza się w kuchni. Może służyć do wyrobu makaronów, a dodana do wypieków przedłuża ich trwałość, łagodzi działanie chemicznych dodatków i dodaje im orzechową nutę. Nasiona będą doskonałym dodatkiem do dań i sałatek. Natomiast popping jest świetnym zamiennikiem dla płatków śniadaniowych, może być podawany z mlekiem, jogurtem czy kefirem. Ciekawostka jest, że z amarantusa można wyrabiać majonez, mleko czy masło, jako alternatywę dla osób nietolerujących glutenu.

Warto zwrócić uwagę na ten dar natury i od czasu do czasu wprowadzać go do swojej diety. Jest nieocenionym źródłem żelaza, aminokwasów egzogennych, nienasyconych kwasów tłuszczowych, wapnia, magnezu, fosforu oraz witamin z grupy A, C i E. Docenia go nie tylko osoby nietolerujące glutenu, czy rodzice dzieci chorych na celiakię (choroby trzewnej o podłożu genetycznym), ale również ci, którzy dbają o swój układ krążenia, . Doskonały dla osób z cukrzycą, miażdżycą (kwasy tłuszczowe oraz błonnik regulują poziom cholesterolu) czy hiperlipidemią. Błonnik w nim zawarty korzystnie wpłynie na perystaltykę jelit. Nasiona szarłatu zawierają również skwalen – związek, który hamuje starzenie się komórek oraz antyoksydanty – chroniące nasz organizm przed nowotworami.

Amarantus można spotkać w sklepach ze zdrową żywnością, na działach eko w sieciach handlowych oraz w sklepach internetowych. Koszt to około 20 złotych za kilogram nasion, 15 złotych za kilogram mąki i 50 złotych za kilogram poppingu.

Korzystaliście już dobrodziejstw tej rośliny? W jaki sposób wykorzystaliście go w swojej kuchni?

Podobne artykuły do wpisu: Amarantus

1 komentarz

  1. 24 lipca 2016

    […] często wspomina się w kwestii zdrowego odżywiania. Komosa jest pseudozbożem, podobnie jak amarantus. Oznacza to, że wytwarza ona bogate w skrobię nasiona, które tak naprawdę zbożem nie są. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *